Jestem w kuchni, zagłębiam się w moich refleksjach przy robieniu ciasta, nagle cisza wzbudza moją podejrzliwość. Gdzie są chłopcy i jaki tajemny plan wykonują? Ostatnio dużo takich akcji specjalnych w naszym domu, psot, które zaczynają na budżecie ciążyć...to rozbita umywalka, stłuczone naczynia, to wyrwana klawiatura od laptopa, ile to można by książek kupić za te owoce ciekawości świata...?
Wchodzę do salonu, pełna najgorszych przeczuć i co widzę? Otóż siedzą tam w trójkę: Gabryś, Leo i Maks. Gabryś po prawej, Leo po lewej, Maks na kolanach. Chowam się w kąciku, nadsłuchuję niewidzialna. Uwaga! Gabryś czyta....
Z pamięci jeszcze wypowiada zdania, bo nie potrafi tak czytać po polsku, ale jak odpowiedzalnie podchodzi do swojej roli. Leo słucha, Maks przewraca się kartka po kartce. Gabryś wybucha śmiechem, Leo zaczyna sie wspinać na oparcie kanapy, zatrzymuje sie, wraca do lektury...
Często takie obrazki u nas ostatnio: z Maksami, z innymi książkami, z obrazkami do oglądania. Gabryś jako starszy brat wprowadza Leo w świat literatury, a przy okazji sam dużo się uczy. Na razie Leo wiekszość słów wypowiada po polsku, Gabryś więc często w tym języku zwraca się do niego, reprymenduje (musi to słyszeć u mnie!?) tłumaczy mu, nazywa zwierzątka. Mówię Gabrysiowi, że to dobrze, że w ten sposób Leoś lepiej go rozumie, dla Gabrysia to więc kolejna motywacja, żeby mówić po polsku. A Leo? Jak wszystkie maluchy uwielbia robić to, co sarsze rodzeństwo, nie przypadkiem więc zakwitła jego miłość do książek, w schedzie po bracie pewnie...
A to jedna z podejrzanych przez tatę braterskich CZYTANEK (Król Gabriel w Leopoldowej KĄKA fonii)
A prawdziwa nauka czytania, aby była łatwiejsza, przepisaliśmy teksty drukowanymi literami, takie Gabryś zna lepiej z metody czytania sekwencyjno-symultanicznej profesor Cieszyńskiej.
