Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwa mieszane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwa mieszane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 listopada 2013

Dziecko na warsztat KULINARNIE - Skarby w kuchni na emigracji

Dzisiaj kolejny etap zajęć z Dzieckiem na Warsztat. Tym razem u nas kulinarnie!
Więc będzie trochę o naszej kuchni - kuchni na emigracji, o jej skarbach, i o naszych skarbach :)




KUCHENNE REFLEKSJE EMIGRACYJNE

Któż z nas nie pokochał jakiegoś kraju przez jego kulinarną specjalność?
Kuchnia jest elementem kultury - w wymiarze rodzinnym, regionalnym, narodowym...
Te kulturę przekazuje się dzieciom, tęskni za nią, gdy daleko, jest się z niej dumnym, pokazuje, chwali.

Kuchnia na emigracji miewa się różnie.
Czasem jest wyeksponowana na jakimś proszonym przyjęciu i jest jej dobrze z komplementami gości. Czasem cierpi nostalgicznie z powodu braku jakiegoś centralnego składnika, a to biały ser nie o tej konsystencji, co w Polsce, a to doskwiera brak korzenia pietruszki...
Czasem jest terenem szoku kulturowego, bo jak tu z dnia na dzień przyzwyczaić się do spożywania różnych nieznanych substancji, a nawet żywych osobników (pozwolicie, że ze względu na wrażliwość niektórych, oszczędzę Wam zdjęć... :)

Ale z tymi wszystkimi doświadczeniami kuchnia na emigracji jest bogata!
W inne fortele, w inne pomysły, w inne sposoby przechytrzenia lodówki, żeby jednak sernik upiec bez polskiego sera, żeby pasztet po polsku zrobić, żeby chrzan sobie samemu w ogródku wyhodować, kiełbasę w beczce uwędzić przed świętami :)

Kuchnia na emigracji jest też bardzo gościnna. Zaprasza do siebie wiele lokalnych przepisów, wymienia się z nimi, plotkuje. Czasem łączy tworzy, coś innego. Kuchnia za granicą jest bowiem też bardzo kreatywna.

Jaka jest nasza kuchnia?
Polska? Francuska?
Razem z mężem Francuzem mieszkamy od kilku lat pod Paryżem.
Kuchnia nasza jest kosmopolitką. Przewija się w niej wiele francuskich przepisów klasycznych i współczesnych, na codzień mają one za współlokatora polskie zupy, racuchy, placki ziemniaczane, surówki, no i kaczkę pieczoną z jabłkami i majerankiem!
Ale nie tylko...

Uwielbiam dobrze jeść, uwielbiam, kiedy się je dobrze w mojej kuchni, w moim domu.
Z każdej podróży przywożę nowe przepisy, wcielam je z życie, wychwytuję w innych kulturach, przetwarzam, kreuję nowe...

Kiedyś pragnęłam zostać chemikiem, mąż często śmieje się ze mnie, że kuchnia to moje laboratorium gdzie tworzę swoje eksperymenty.
A dla mnie kuchnia to serce. Domu, rodziny, Polski. Całym sercem chciałabym przekazać moim chłopakom ten skarb.




KUCHENNE REALIZACJE

W świetle takiej wielokulturowej różnorodności zdecydowaliśmy się na coś uniwersalnego :)
Z ramach warsztatu więc SKARBY. Jest to przepis francuski, ale łatwy do zrealizowania - dla dwulatka i pięciolatka, międzynarodowy ze względu na składniki, dla rycerzy, księżniczek i innych poszukiwaczy skarbów z różnych krajów :)

Potrzebne skadniki:



Co robimy?

Obieramy jabłka i wydrążamy środki


Jabłko kładziemy na kawałku folii aluminiowej i wypełniamy czekoladą, posypujemy cynamone:
Wypełnienia mogą być różne, we Francji konfiturą z pigwy, kremem z kasztanów, w Polsce dżemem z wiśni etc...

  
 

Napełnione jabłka zawijamy folią, zostawiając na górze otwór... 


...który wypełnimy kruszonką, jeśli uczestnicy warsztatów nie zjedzą składników :)



Kruszonkę robimy mieszając mąkę, masło i cukier




Efekt końcowy :)
A teraz na pół godzinki do piekarnika!


Smacznego!




W grudniu zapraszamy na warsztaty świąteczne!

A tak kulinarnie zachwycają nas inne mamy z projektu:


DZIECKO NA WARSZTAT

wtorek, 30 lipca 2013

Badania nad dwujęzycznością - chętni mile widziani!

Pamietacie jak jaki czas temu Pani Sylwia Akcan przygotowując pracę na temat dwujęzyczności prosiła nas o pomoc w dotarciu do dwujęzycznych nastolatków? (szczegóły w tym poście) Wielu z nas jej pomogło, ta mobilizacja była świetna. Pani Sylwio mamy nadzieję, że badania przebiegły dobrze i czekamy na wnioski końcowe!

Badań na temat dwujęzyczności jest coraz więcej, także w Polsce, gdyż coraz więcej naszych rodaków ma styczność z tym zjawiskiem.
Jako rodzice dzieci dwujęzycznych możemy dodać naszą cegiełkę do budowy wiedzy odnośnie tematyki, która jest nam tak bliska i tak dla nas ważna. Rzetelnie przeprowadzone badania i dobrze wyciągnięte z nich wnioski mogą się okazać bardzo pomocne dla nas, naszych dzieci i wielu innych osób.

Dlatego z ogromną przyjemnością publikuję dwie prośby, jakie ostatnio otrzymałam. Obie dotyczą badań naukowch na bardzo ciekawe tematy związane z wychowaniem dwujęzycznym.
(Drogie Panie, publikując Wasze wiadomości, pozwoliłam sobie wyróżnić inną czcionką najważniejsze elementy).

Pierwsza prośba pochodzi od Pani Loretty Bertelle. Pisze ona tak:


"Z radością odkryłam waszą stronę i dlatego do Was piszę. Nazywam się Loretta Bertelle, Jestem Włoszką i mieszkam w Warszawie razem z mężem Polakiem z którym mamy trójkę dzieci, które wychowujemy dwujęzycznie. Piszę doktorat na Wydziale Lingwistyki Stosowanej na UW o dwujęzyczności w rodzinach mieszanych, o sposobach dwujęzycznego wychowania dzieci, o trudnościach i korzyściach z nich płynących. Moim celem, również jest zbadanie stanu wiedzy specjalistów: wychowawczyń, logopedów, terapeutów, psychologów i innych, którzy mogliby się spotkać z dziećmi dwujęzycznymi w swojej pracy zawodowej. W związku z moim projektem doktorskim bardzo bym prosiła o umieszczenie linku do mojej ankiety dla rodziców na waszej stronie internetowej. Jeśli znacie tez specjalistów, którzy mieli doświadczenie z dziećmi dwujęzycznymi proszę mi dać znać, wyślę do nich odpowiednią ankietę. Z góry bardzo dziękuję za wszelką pomoc i serdecznie pozdrawiam. Loretta Bertelle"

Pani Loretto, umieszczamy!
Link do ankiety
http://ankietka.cba.pl//index.php?sid=66539&lang=pl

Druga wiadomość pochodzi od Pani Marty Woźniak

"Jestem studentką V roku pedagogiki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Piszę pracę magisterską na temat dwujęzyczności oraz jej wpływu na kształtowanie tożsamości dzieci. Poszukuję chętnych małżeństw, które zechciałyby się ze mną spotkać i porozmawiać na temat tego, jak wygląda życie małżeństw mieszanych, wychowywanie dzieci, kształtowanie ich kompetencji językowych i komunikacyjnych, przekazywanie własnej kultury i języka.

 Chciałabym zapytać, czy istniałaby możliwość zamieszczenia mojego maila na Pani blogu? Wiem, że wiele osób tu "zagląda", a dla mnie ważna będzie każda forma pomocy :)"

Pani Marto, istnieje możliwość :-)
Niniejszym podaje dla wszystkich chętnych maila Pani Marty

atram.woz@gmail.com

Myślę, że udział w takich badaniach może być świetną przygodą dla całej rodziny !
A już na pewno doskonałym źródłem przemyśleń i refleksji na temat naszego życia, wyborów, rozwiązań jakie obieramy, naszych dzieci, relacji itd, itd. Każdy niewątpliwie znajdzie tam swoją perełkę...

środa, 10 kwietnia 2013

OPOL, ML@H..., refleksji ciąg dalszy

Poruszyłam niedawno temat strategii OPOL i ML@H i rozpętała się dyskusja, na moim blogu, ale także u Eli i Anety i Sylaby. Cieszę się z tego bardzo, gdyż tego rodzaju wymiany poglądów, wiedzy i doświadczeń mogą być pomocne dla nas wszystkich!
Chciałabym ponownie zabrać głos w dyskusji i napisać o kilku rzeczach, które wydają mi się w tej kwestii istotne. Dziękuję bardzo Dorocie, Sylabie, Eli, Anecie, Basi i Ani których uwagi do ostatniego posta były bardzo cenne.

Zanim przejdę do meritum sprawy, chciałabym się podzielić z Wami kilkoma przemyśleniami na temat metod i strategii w ogóle.

Koncepcje i schematy są ważne, gdyż wyznaczają kierunek drogi jaki chcemy obrać, wartości, z jakimi się identyfikujemy, czasem są światłem, kiedy czujemy się zagubieni i nie wiemy w jakim kierunku podążyć.
Niezwykle istotne jest w wielu życiowych przypadkach obranie jakiejś metody, "niestanie" na rozdrożu, zapewnienie w ten sposób dziecku (i sobie?) poczucia bezpieczeństwa, przewidywalności.

Ale uwaga! Często można rozumieć metody i strategie jako wymagające rygorystycznego stosowania. Istnieje w takim przypadku ryzyko usztywnienia postępowania, codzienności, kontaktów...
Metody, strategie są to najczęściej koncepty teoretyczne. Duża część z nich (niestety nie wszystkie!) powstała w wyniku obserwacji życia człowieka (wielu ludzi) i została zapisana jako uogólnienie tych obserwacji. Znaczy to miedzy innymi, że nie można ich dopasować w stu procentach do stu procentów ludzi.

Zawsze uważałam, że osoby są ważniejsze niż przedmioty, koncepcje, ideologie, czy strategie właśnie. Ideologia zmienia się rzadko, strategia ewoluuje wolno. Osoba zmienia się ciągle (przynajmniej niektóre jej aspekty), zmieniają się także jej potrzeby, pragnienia, marzenia. Bardzo ważne, abyśmy to jako rodzice wzięli pod uwagę. Nie  można zamknąć osoby w metodzie. To ta metoda ma słuzyć osobie, czy jak często w przypadku dwujęzyczności - rodzinie. Trzeba więc czasem zebrać się na odwagę i zadać sobie pytania Czego potrzebuje dziś moja rodzina? Jakie ma pragnienia moje dziecko? Czego ja pragnę? I w tej perspektywie zweryfikowac postawę, a może i używaną metodę.
Aby wysłuchać siebie, własne dziecko, małżonka, bardziej niż autora książki. By nie wybrać strategii kosztem relacji.

No to teraz z czystym sercem mogę napisać o metodach :-)

Dla przypomnienia;
OPOL (One Person One Language) to strategia, zwana też STRATEGIĄ OSOBY w której każdy z rodziców posługuje się w kontakcie z dzieckiem swoim językiem. Np. mama mówi po polsku, tata po francusku, jak jest w naszym przypadku, czy tata mówi po polsku, mama po angielsku, etc.
ML@H (Minority Language at Home) Według tej metody język mniejszościowy jest językiem domowym czy raczej językiem kręgu rodzinnego. Metoda ta proponuje dość dużo elastyczności można zastosować przy niej równolegle STRATEGIĘ MIEJSCA; np mówimy po polsku razem tylko w domu,  a na zewnątrz po francusku, lub STRATEGIĘ CZASU - mówimy po polsku podczas wakacji i w weekendy

W dalszym tekście dla przejrzystości będę używała tylko skrótów.

Obie strategie OPOL i ML@H wspierają wychowanie dwujęzyczne i wymagają często zaangażowania ze strony obu rodziców. Zaangażowanie to opiera się na decyzji podjęcia wysiłku, aby umożliwić dziecku nabycie dwóch lub więcej języków. 
Oczywiście w stosowaniu obu strategii dobra wola zamieszanych w proces osób jest podstawą wszystkiego, podobnie jak zresztą w całym zjawisku dwujęzyczności. Trudno zmusić do komunikacji osobę, która nie ma na to ochoty. Można natomiast ją do tego zachęcić, zmotywować, rozbudzić pragnienie, obudzić wolę.

W przypadku OPOL wysiłek ten będzie polegał na uwadze, aby konsekwentnie mówić do dziecka tylko w swoim (lub wybranym) języku, aby starannie oddzielać języki, często będzie to też wysiłek emocjonalny polegający na akceptacji faktu, że nie rozumie się tego, co druga strona dziecku komunikuje.
Ważne jest jednak, aby pomimo przeżywanych trudów rodzice komunikowali dziecku także radość z przekazywania języka, satysfakcję z jego znajomości, wspaniałość dobrej komunikacji... Aby ten proces był nacechowany pozytywnie!

Metoda ML@H natomiast wiąże się z podjęciem trudu nauczenia języka mniejszościowego przez rodzica kraju zamieszkania, a więc dla uczącego się rodzica: wysiłkiem intelektualnym, fizycznym (podróże do Polski, kursy, lekcje, etc), emocjonalnym, gdy trzeba przekroczyć własne bariery, stanąć na słabszej pozycji...
W przypadku ML@H, rodzic języka dominujacego musi wykonać ten krok w kierunku języka mniejszościowego i nie zawsze jest to łatwe, czesto mimo dobrej woli! A więc w grę wchodzą jeszcze czas, obecność w domu, zdolności lingwistyczne, pobyty w Polsce, różnice strukturalne i fonetyczne pomiędzy oboma językami, itd.
Rodzic uczący, przekazujący własny język musi natomiast podjąć trud cierpliwości, wytrwałości, motywacji innych, i też niejako przyjęcia i akceptacji komunikacyjnej niedoskonałości małżonka.

Nie jest możliwe całkowite rowdzielenie dwóch metod i stosowanie jednej nie wyklucza używania drugiej. Przykładowo domownicy mogą rozmawiać po polsku w domu (ML@H), a już na zewnatrz mama wzraca się do dziecka po polsku, a tata po angielsku (OPOL). Albo rodzice zwracają się do dzieci każde w swoim języku, a język mniejszościowy czynią językiem pary małżeńskiej, tak jak pisała o tym Aneta.

Ważne jest, aby podkreslić iż stosowanie języka mniejszościowego w domu nie eliminuje metody OPOL, tylko najczęściej ją nieznacznie redukuje. Pozwala to na zachowanie korzyści wynikających z OPOL (przekazanie prawidłowej wymowy, systemu gramatycznego, identyfikowanie języka z jednym rodzicem, itd) oraz benefisów płynących z ML@H, głównie chodzi to u wzmocnienie języka mniejszościowego i wsparcie rodzica, który go przekazuje. Wsprcie to ma ogromne znaczenie, gdyz może zapobiec zaniknięciu języka słabszego i burn-out (wypaleniu przecież prawie zawodowemu!!) rodzica .

Jedno jest pewne, nie istnieje jedyna idealna metoda  dla wszystkich rodzin. Każda rodzina powinna wybrać tę, która najbardziej jej odpowiada ze względu na potrzeby i możliwości wszystkich członków, a najczęściej jest to konfiguracja różnych metod i strategii.

Dla tych, którzy zainteresowani są wprowadzeniem strategii ML@H, kilka refleksji na ten temat:

Na pewno włączenie strategii ML@H musi być poprzedzone kilkoma spełnionymi warunkami, a więc
- dobra wola rodzica języka dominujacego
- zadowalający poziom języka mniejszościowego u tego rodzica - piszę zadowalający, a nie bardzo dobry, gdyż mam przekonanie, że przy takim poziomie można zaczynać komunikować się w miarę skutecznie, a poziom w trakcie ćwiczenia będzie prawdopodobnie stale wzrastał. Można się też pokusić o stwierdzenie, że poziom języka polskiego u rodzica obcego pochodzenia na początku może być także podstawowy, rodzic może w ten sposób uczyć się z rodziną.
- w takim przypadku wspólna komunikacja początkowo może dotyczyć prostych sfer życia codziennego, a stopniowo poziom jej trudności może wzrastać. Pozostałe, ważne tematy mogą być omawiane czasowo w języku najlepiej opanowanym przez członków rodziny, przy czym każdy z rodziców może się zwracać do dziecka w swoim języku.
- w przypadku niedoskonalej znajomosci jezyka mniejszosciowego przez rodzica kraju zamieszkania, jako cel obierana jest raczej motywacja dziecka, waloryzowanie  drugiego języka, faworyzowanie kodu a nie nauka gramatyki, czy wymowy
- w takim przypadku interesującym podejsciem może byc komunikacja w jezyku mniejszosciowym pomiedzy rodzicami, przy czym kazdy rodzic pozostaje przy swoim jezyku (OPOL) mowiac do dzieci
- ważne jest dobre, pozytywne nastawienie wszystkich, traktowanie tej metody jako zabawy, rozrywki, "funu", dla dzieci, a może i "szpanu" dla nastolatków: Super! W niedzielę mówimy po niemiecku! jak o tym pisała u Anety Olga
-  ML@H (z ang. język mniejszościowy w domu) nie oznacza tylko używania języka mniejszościowego w zamknięciu i izolacji, w przysłowiowych czterech ścianach, nazwa ta dotyczy moim zdaniem skrotu myslowego, przywoluje bowiem raczej krag rodzinny. Oznacza to, ze w tej sytuacji, kategoria "dom" bardzo sie rozszerza i mozna poslugiwac sie jezykiem mniejszosciowym Z RODZINĄ takze w restauracji, na spacerze; czy basenie.
- bardzo istotny jest szacunek dla uczuć i pragnień innych członków rodziny, razem ustalamy kiedy, co i jak według chęci i potrzeb wszystkich , o tym podmiotowym aspekcie ML@H pisze Ela
- tutaj chciałabym podkreslić fakt, iż jest to bardzo ważna strategia, kiedy sytuacja wymaga elastyczności.
- jeżli tylko członkowie rodziy tego sobie życzą i mają takie możliwości warto kontynuowac metode ML@H mimo niedoskonalosci, zawsze to jakis przyczynek w waznej sprawie dwujezycznosci naszych dzieci!



piątek, 5 kwietnia 2013

OPOL or not OPOL...

...oto jest pytanie, które być może niektórzy z nas zaczęli sobie zadawać w trakcie dwujęzycznej przygody ze swoimi dzieciakami.
U nas pojawiło się stosunkowo niedawno, kiedy uświadomilismy sobie, że za mało wkoło polskiego i że niełatwo kiedy mama jest jedynym źródłem języka mniejszościowego.

Tutaj kilka słów wyjaśnienia: jak zapewne wielu z Was wie, OPOL (One Person One Language) to strategia, zwana też STRATEGIĄ OSOBY w której każdy z rodziców posługuje się w kontakcie z dzieckiem swoim językiem. Np. mama mówi po polsku, tata po francusku, jak jest w naszym przypadku, czy tata mówi po polsku, mama po angielsku, etc.
Przez wiele lat strategia ta była polecana przez badaczy i specjalistów, do tego stopnia, że osiagneła prawie status "dwujęzycznego dogmatu". Pod wieloma względami słusznie nadano jej taką wagę - OPOL pomaga dziecku przypisać daną osobę do języka, i w ten sposób łatwiej abstrahować reguły gramatyczne i leksykalne, czy sprawia (teoretycznie), że zjawisko mieszania języków pojawia się rzadziej.

Benefisy stosowania OPOL nie są jednak bezwzględne.
Profesor Grosjean mówi o ryzyku posługiwania się strategią osoby w przypadku, kiedy rodzic używający języka mniejszościowego jest jego jedynym dla dziecka źródłem.
Jak donosi Dr. Barbara Zurer Pearson, w książce Raising a Bilingual Child, sytuacja taka może prowadzić do gorszej znajomości języka mniejszościowego, dwujęzyczności pasywnej, a nawet być niekiedy źródłem konfliktów, kiedy to dziecko domaga się, aby rodzic zwracał się do niego w języku otoczenia, szkoły, kolegów, jak to często następuje w okresie dojrzewania, a niekiedy nawet wcześniej....

W takich sytuacjach, jeśli to tylko możliwe, Francois Grosjean proponuje obrać strategię mL@H (Minority Language at Home). Według tej metody język mniejszościowy jest językiem domowym, ale jako że metoda ta proponuje dość dużo elastyczności można zastosować przy niej równolegle STRATEGIĘ MIEJSCA; np mówimy po polsku razem tylko w domu,  a na zewnątrz po francusku, lub STRATEGIĘ CZASU - mówimy po polsku podczas wakacji i w weekendy. Pozwala to na uniknięcie pewnych konfliktów typu "Mamo, błagam, tylko nie po polsku w szkole".
Stosowanie  mL@H zwkle wiąże się z wysiłkiem rodzica, dla którego język mniejszościowy jest językiem obcym. Te wysiłki jednak bardzo szybko sie opłacają. Małżonek jest bardzo dumny z postępów, czuje sie kompetentny i wspierający. A dzieci? Dla dzieci to niesamowity sygnał, że drugi język jest ważny, cenny, warty nauczenia się i wysiłku.

Od pewnego czasu staramy sie stosować strategię mL@H. Gabryś coraz wiecej odpowiadał mi po francusku i szukaliśmy z mężem sposobów wzmocnienia języka polskiego. Pomysł ten już od dłuższego czasu chodził po głowie tacie, ale ja sztywno trzymałam sie metody OPOL. Dopiero paryskie spotkanie w profesorem Grosjean dodało mi odwagi, a mojemu mężowi pozwoliło na powiedzenie "a nie mówiłem" :-). No cóż nikt nie jest prorokiem we własnym kraju...
Rzuciliśmy się więc na głeboką wodę. Ja zadowolona, tata z checią do pracy, Przeprowadzka nas trochę w tym projekcie zatrzymała, bo jednak na początku wcielenie mL@H wymaga trochę wysiłku, ale dzielnie do metody powoli wracamy, stosując ja na razie np w czasie posiłków, czy spacerów.
Oczywiście pozostaje kwestia akcentu, nieprawidłowości gramatycznych etc. Jednak w tym momencie naszego życia ważniejsze wydaje mi się pozytywne zmotywowania mojego dziecka do mówienia po polsku, niż to, że będzie się wyrażał z akcentem. czy popełniał błędy. Myślę, że ta motywacja jest w tym momencie najważniejsza i nie możemy jej za przepaścić. A dla małego chłopczyka, ze względów identyfikacyjnych ważne jest być jak tata....
Będe Was informować na bieżąco o naszej przygodzie, a na razie to Gabryś informuje dumnie wszystkich zainteresowanych "Uczę tate polskiego". I coś w tym jest!

wtorek, 29 stycznia 2013

Małżeństwa mieszane

Od kilku dni dużo myślę o małżeństwach mieszanych i specyfice ich sytuacji w całym procesie przekazywania języka, a raczej języków.

Wiadomo, że dzieci dwujęzyczne mogą wychowywać się w różnego rodzaju domowych i międzynarodowych konfiguracjach - najczęstsze chyba są takie: rodzice mogą byc Polakami mieszkającymi za granicą, moga być Polakami przebywającymi w Polsce i decydującymi sie mówić do dziecka w języku obcym, mogą też dzieci te wzrastać w tzw. rodzinach mieszanych, gdzie każdy w rodziców jest innej narodowości.

Malżenstwa, w których małżonkowie pochodzą z różnych krajów, różnych kultur mają długą historię. Wystarczy przypomnieć sobie takie pary jak Kleopatra i Marek Antoniusz, Ludwik XVI i Maria Antonina, George Sand i Fryderyk Chopin...ilu z nas mogłoby się dopisac do tej listy? Każdego roku  z pewnością coraz więcej, gdyż mimo iż fenomen ten nie jest dzisiaj niczym nowym, wraz z procesem globalizacji nabrał o wiele wiekszego zakresu. A jak mawiał mój znajomy Holender "Polki, jako najpiękniejsze kobiety na swiecie" w skuteczny sposób zawyżają statystyki.

Egzystencja małżeństw mieszanych jest bogata w różnorodne doświadczenia. Piszę: bogata, bo myślę, że te doświadczenia mogą naprawdę być ubogacające pod wieloma względami, przede wszystkim zaś uczą otwartości na to, co Inne. Przyjmując metaforę Emmanuela Lévinasa twarz Innego codziennie wzywa nas do wyjścia poza siebie, poza wąski krąg przywyczajeń, stereotypów, co pozwala na prawdziwe Spotkanie i Dialog. Oczywiście nie trzeba jechać na drugi koniec świata, żeby spotkać Innego, może nim byc także sąsiad z ulicy, paradoksalnie czasem wydający się nam jako bardziej odległy i różny niż nasz "innokulturowy" mąż. Takie to są tajemnice spotkań.

Nie da sie jednak ukryć, że ta egzystencja jest także naznaczona trudem. Trudem pokonania (?) - zaakceptowania wolę powiedzieć- różnic kulturowych, rozłąki z krajem i tęsknoty, znalezienia swojego miejsca w nowym społeczeństwie, przekazania korzeni swoim dzieciom będąc niejako od tych korzeni odciętym. No i oczywiście pozostaje kwestia języka, aby się móc skutecznie i dobrze porozumieć z małżonkiem i aby móc przekazać swój język dzieciom.

Jeżeli rodzina mieszka w kraju jednego z rodziców  (niekiedy tylko zdarza się, że małżonkowie wybierają kraj trzeci) to wiadomo, że język drugiego rodzica będzie językiem mniejszościowym.
L1 używany jest przez jednego rodzica, ale także: przez kolegów, w szkole, na podwórku, przez dziadków, w sąsiedztwie, przekazywany przez cały sytstem kulturalny i medialny (literatura, kino, muzyka, teatr, też radio i telewizję, język oprogramowań komputerowych, etc.).
Przekaźnikiem L2 jest najczęściej jedynie rodzic posługujący sie tym językiem.

Od razu widać brak równowagi sił. Udało się Wam ją kiedyś odczuć? Mnie wieloktotnie...
Przez długi czas zastanawiałam się jak wesprzeć wysiłki rodzica przekazującego język mniejszościowy, tak, aby jego trudy wydały owoce, a on sam by nie uległ wypaleniu (tak, niestety zjawisko burn-out zdarza sie nie tylko w pracy zawodowej).

Na pomoc przeszedł mi Profesor François Grosjean, ktróry w czasie swej listopadowej konferencji w Paryżu podzielił sie z nami kilkoma sposobami, jak te siły choć trochę wyrównać.
Opiszę je krótko, aby móc rozwijać je z dalszych postach:
  • stworzenie tzw "biegunów językowch" pôles monolingues. gdzie dziecko ma okazję posługiwania się jedynie jednym językiem, w naszym przypadku L2,
  • opracowanie "projektu językowego rodziny", niekoniecznie metoda OPOL...
  • wspieranie dwujęzyczności przez pozytywne nastawienie otoczenia,

 a przede wszystkim samych rodziców! Czego Wam życzę :-)