środa, 2 kwietnia 2014

KLUBY TUTUSIA – propozycja formuły spotkań dla rodziców i małych dzieci dwujęzycznych/wielojęzycznych poza granicami Polski oraz w Polsce!


Wiele mam/rodziców maleńkich i małych dzieci, których jednym z języków jest język polski spotyka się w różnych zakątkach kuli ziemskiej. Niekiedy nawet w małych grupkach ale w niepowtarzalnej atmosferze – bo rozmawiają po polsku!!! Rozmawiają, piją kawę, dzieci bawią się. Niekiedy organizują zajęcia zabawowe dla dzieci. To bardzo ważne spotkania. Wielce potrzebne dla zdrowia psychicznego :-), emocjonalnego – móc pobyć ze sobą, porozmawiać… Ważne jest też (niekiedy) czuć się częścią większości. I niesamowicie ważne jest, aby wspierać rozwój języka polskiego u dzieci dwujęzycznych już od najmłodszych lat, jeszcze przed pójściem do szkoły, czy nawet polskiego przedszkola.
W takiej atmosferze to może tylko się udać!


Wiemy, że wiele takich nieformalnych grup przyjacielskich już jest ale jeszcze ktoś chciałby cos podobnego stworzyć, ale nie wie jak.

Z radością przekazujemy z Elą informację o tym, iż ruszamy oficjalnie z programem KLUBÓW TUTUSIA!!!

KLUBY TUTUSIA to będą miejsca, na całym ogromnym świecie;-), gdzie spotykają się, lub zechcą się spotykać mamy/ rodzice małych dzieci polskojęzycznych. 
Pamiętajcie, iż kontakt z językiem polskim zaczyna się od narodzin, nie od pójścia do szkoły!

Zastanawiamy się, czy nie zechcieliby takich klubów w swoich własnych, ojczystych językach tworzyć rodzice, obcokrajowcy w Polsce (tu czekamy na wypowiedzi osób z Polski)!!!???

Pierwszy program spotkań tworzyła w Austrii Ela razem z Asią J.(pedagog) . Umieściła go potem na blogu i dostała kilka maili z pytaniami, czy taką ideę spotkań mogą wykorzystać mamy lub nauczycielki w innych krajach.

A dlaczego nie?

Osoby te miały wątpliwości, czy dadzą radę z konstruowaniem programu. Otóż postanowiłyśmy z Elą wspomóc pomysłami. Ela podejmuję się pisania programu językowego – co i jak i kiedy uczyć nasze dzieci. Ja natomiast otoczę program opieką psychologiczną:-)  Mamy nadzieję, że Asia J. z Austrii będzie nas wspierać informacjami jak sobie dziewczyny radzą z problemami natury „technicznej” i programowej. Potem mam nadzieję więcej osób z całego świata wspomoże doświadczeniami.

Jak pokazuje doświadczenie – jesteśmy native speakerami, więc nawet samo spotkanie daje wiele naszym dzieciom. Po Eli wyjeździe z Austrii dziewczyny radzą sobie same – Asia, pedagog, świetnie odnajduje się w planowaniu programu;-) Obecnie panie mają już swoją grupę na FB, gdzie wymieniają się informacjami o spotkaniach.

Tak naprawdę w wielu miejscach na świecie spotykają się mamy przy kawie i ciastku, żeby porozmawiać i żeby dzieci się spotkały. I o to chodzi!! O to, by spotykać się, aby nasze dzieci widziały inne dzieci i dorosłych mówiących po polsku. Często też mamy małych dzieci potrzebują wymienić się informacjami, doświadczeniami, wątpliwościami. Potrzebują spotkania z osobami z tej samej kultury, aby móc porozmawiać o swoim życiu codziennym z dzieckiem dwujęzycznym, aby znaleźć wsparcie.

Miło nam, iż takie osoby pytają o to, jak to organizujemy i miło nam o tym opowiedzieć.

Za „patrona” KLUBÓW uznałyśmy TUTUSIA – sympatycznego słonika, przyjaciela Jasia – bohatera „ZABAW TUTUSIA”, teczek z zabawami dla małych dzieci, które jakiś czas temu wymyśliłyśmy z razem z Elą, kiedy nasze pierwsze dzieci były małe i „chciało się” nam więcej książeczek z pomocnymi zabawami dla dzieci dwujęzycznych. Słonik TUTUŚ zdobył wielu przyjaciół wśród dzieci, zdobył ich sympatię. Dlatego przywołałyśmy go znów do naszych KLUBÓW, bo z nim miło i przyjemnie.

LOGO

(Logo jest w trakcie powstawania – w przyszłym tygodniu objawi się TUTUŚ dla KLUBÓW TUTUSIA)

Tak więc, jeśli jesteś rodzicem małego  dziecka dwujęzycznego, mówiącego też po polsku, zapraszamy Cię do zapoznania się z programem  KLUBÓW TUTUSIA - może jest to formuła, która będzie odpowiadała Tobie i innym rodzicom, z którymi się spotykasz. Może skorzystasz z naszych doświadczeń!

W tym momencie działają lub zamierzają ruszyć z działalnością KLUBY w:

- BRUCKL; Austria, (prow.  Asia)

- DOURDAN, Francja; (prow. Faustyna)

- Północny LONDYN, Anglia: (prow. Magda)

- Chatham UK, Anglia: (prow. Ewa)

- okolice HALLE; Niemcy: (prow. Ela)
-  POITIERS, Francja (mamy wyraziły wstepnie chęć przyłączenia się do projektu, prowadząca Asia)

(przepraszamy – jeszcze odzywały się do nas dwie osoby, ale nie możemy się doszukać maili – prosimy o kontakt)

Kluby oferują spotkania dla rodziców z małymi dziećmi (wiek od kilku miesięcy). Częstotliwość, godziny i formuła spotkań zależy tylko i wyłącznie od ustaleń rodziców, możliwości i potrzeb. Spotykamy się w domach, przy parafiach, przy szkołach. Gdzie możemy!!!

Program ogólny i językowy prowadzący i rodzice mogą otrzymywać od nas lub tworzyć według własnych potrzeb. Można też prosić ewentualnie tylko o program ogólny lub językowy. Warunkiem uzyskania od nas plików z programem jest jedynie używanie dla spotkań nazwy KLUBU TUTUSIA i powoływanie się na nas w różnych ulotkach informacyjnych, jako twórców pomysłu KLUBÓW.

Na pierwszego i głównego patrona (z względów oczywistych;-)  poprosiłyśmy Wydawnictwo WIR:


Wydawnictwo na początek proponuje wszystkim uczestnikom kupony rabatowe na pozycje dla dzieci dwujęzycznych, od czasu do czasu konkursy z nagrodami i materiały w PDF do wydrukowania (przykładowe strony z publikacji WIRu).

Uwierzyć trzeba, że stworzenie takiego klubu to nic trudnego – wystarczy znać kilkoro dzieci – dokładnie kilkoro – w takiej grupie najłatwiej się funkcjonuje nieformalnie, łatwo ustala się wszystko, łatwo realizuje program.  Poniżej podam skrócony program dwóch spotkań z Austrii – można zobaczyć jakie to proste, łatwe i przyjemne!!!!

Program ogólny obejmuje – najważniejsze punkty, które można modyfikować według potrzeb i możliwości:

1.     ćwiczenia komunikacyjne: rozmowa, dialog

2.     zajęcia językowe – wprowadzenie do czytania

3.     zabawy ruchowe / piosenki

4.     zajęcia motoryczno-plastyczno-językowe

5.     zajęcia „kulturowe” – piosenki, tradycje, geografia i historia Polski w wydaniu dla „maluszka – pieluszka”

6.     zajęcia logorytmiczne/muzyczne

7.     spotkanie rodziców

PRZYKŁADOWY PLAN ZAJĘĆ, z  GRUDNIA 2013:

14.10 - 14.25 - Książeczka na "DZIEŃ DOBRY" + dialogi/rozmowy/teatrzyki: na podstawie przeczytanej książeczki dzieci z rodzicami rozmawiały – rodzice próbowali odtworzyć dialogi z książeczki, jako rekwizyty małe kukiełki zrobione przez prowadzącego (Asia zrobiła!); można wykorzystać każdy przedmiot do rozmowy jak np. w Zabawach Tutusia ploteczki ze sobą prowadzą łyżeczka i szczoteczka

14.25 - 14.45 - Zajęcia językowe – wprowadzenie do czytania było to jedno z pierwszych spotkań, więc wprowadzone zostały samogłoski i odgłosy zwierzątek oraz pierwsze sylaby dla starszych chłopców; wraz z kolejnymi zajęciami materiał dla dzieci różnicuje się – nawet bardzo małe dzieci nauczyły się samogłosek – HANIA i ANIA potwierdzicie
J ? a starsze pierwszych sylabek – Alex!! ;-) Dokładny program językowy – materiał, można otrzymać po deklaracji przyjęcia nazwy KLUB TUTUSIA.

14.50 - 15.00 - przerwa ruchowa dla dzieci...
"Stary niedźwiedź mocno śpi" - powtórka zabawy z poprzednich zajęć (okazało się to tak popularnym wśród dzieci punktem programu, że jeszcze był „Jedzie pociąg z daleka” i „Wlazł kotek na płotek” itp. Z własnego doświadczenia wiem, że w domu, tylko z mamą, zabawy takie nie sprawiają aż tyle frajdy!!! A są baaardzo potrzebne dzieciom, które poznają w ten sposób zabawy polskie)

15.00 - 15.30 – Kreuję swoją wyobraźnię I – zajęcia motoryczno-plastyczno-językowe – przygotowujemy kartki świąteczne dla babci, dziadka, wujka i cioci, przyjaciela lub rodziny w Polsce. (dzieci robią coś, co pozostaje, można zabrać do domu, pokazać innym, ważne jest też wykorzystanie polskich zwrotów pisanych)

15.30 – 15.40 – Kreuję swoją wyobraźnię II – zajęcia motoryczno-plastyczno-językowe Zestawy BALWANEK lub CHOINKA, ŁOŚ ŚWIĄTECZNY!
Zadanie dla dzieci w każdym wieku... pomoc rodzica potrzebna!!!!

15.40 – 15.50 - KOLĘDA: „Przybieżeli do Betlejem pasterze.” (kultura i zwyczaje polskie! – dobieramy do aktualnego „wydarzenia kalendarzowego”)

15.50 - 16.00 „Muzyka, rytm i słowo”  - zabawy logorytmiczne – (wykorzystujemy muzyka, jak mamy, jak nie to wystarczą proste instrumenty i proste zabawy: tu było np. naśladowanie kroków zwierzątek),

16.00 - spotkanie z rodzicami (bardzo ważny punkt, wyczekiwany przez rodzicó
8., można wymienić się nowościami, informacjami, wątpliwościami; w tym czasie dobrze, by dzieci miały jakieś zabawki…, w lecie mogą biegać po podwórku)




Ogólny PLAN ZAJĘĆ z 18.01.2014: 

1. Zabawa „logorytmiczna” – odgłosy zwierzątek i tańce łamańce ;-)
2. Wierszyk na powitanie – dialog „Kto ty jesteś???“. Następnie próba dialogu mamy i dziecka.
3. Wprowadzenie do czytania, powtórka z ostatnich zajęć plus nowy materiał (pierwsze sylaby i słowa)
4. Kreuję swoją wyobraźnię. ”Zapoznaję się z Polską!”
5. Czas na zabawę – piosenka
6. Piszemy i wyklejamy kartkę dla babci i dziadka: DZIEŃ BABCI I DZIADKA! 21 styczeń!
7. Rozmowa mam: plan dalszej organizacji!!! Nowe pomysły ze strony mam chętnie i mile widziane!

http://dwujezycznosc.blogspot.de/2014/01/spotkanie-polonijne-dzieci-z-karyntii.html

WAŻNE: rodzice, mama lub tata uczestniczą w spotkaniach!



Póki co KLUBY TUTUSIA są nieformalnymi „organizacjami”, zobaczymy, czy zajdzie kiedyś potrzeba zmiany ich statusu.

Czekamy na pytania i zgłoszenia.


wtorek, 25 marca 2014

wtorek, 18 marca 2014

Moja przygoda z językiem francuskim

Witam wszystkich gorąco w poście, który mimo, iż o języku, będzie inny niż wszystkie pozostałe.
Po pierwsze wpisuje się on w PROJEKT JĘZYKOWY Klubu Polki na Obczyźnie. Jestem zachwycona odzewem, z jakim spotkał się ten projekt. Wszystkim bardzo, bardzo dziękuję!
Po drugie po raz pierwszy będę pisać o dwujęzyczności nie dzieci, ale o moich przeżyciach językowych :)
Zainteresowanych tematem wychowania dwujęzycznego zapraszam natomiast serdecznie do poczytania tekstów o dzieciach dwujęzycznych oraz szerzej o dwujęzyczności.

Kiedy zaczęła się moja przygoda z językiem francuskim?
Działo się to jeszcze w Polsce komunistycznej, Polsce zamknietych granic i lęków. W Polsce, gdzie miało się dostęp do niezagrażających dzieł klasycznych lub też bezpiecznych, ocenzurowanych, niewinnych pozycji.
A jednak jedna z nich sprawiła, że w sposób nielegalny, jako dziecko, udałam się na Zachód.
Zanim jeszcze dowiedziałąm się, że język francuski należy do języków romańskich, wywodzi się z łaciny, że dzięki koloniom jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych języków na świeci, że ma trudną wymowę, itd. itd., przeczytałam jako dziesięciolatka książkę Nienackiego Pan Samochodzik i Fantomas. Rzecz działą się we francuskich zamkach nad Loarą i tak mnie zafascynowała, że jasnym się stało, iż francuskiego nauczyć się muszę. Wówczas jeszcze nie wiedziałam, że język jest piękniejszy niż zamki moich marzeń..


Minęło kilka lat, ale Fantomas nie dał się wyprosić z mojego życia. W liceum walczyłam o to, aby nie zostać przydzieloną do klasy z obowiązkowym rosyjskim. Znalazłam się w grupie kilkunastu szczęściarzy siedzących w ławeczkach naprzeciwko "Pani od Francuskiego". Pani miała niewiele więcej lat od nas, i chyba była jeszcze bardziej od nas stremowana. To była jej pierwsza posada po studiach. Poźniej w prywatnych partnerskich rozmowach zwierzała się ze swoich wątpliwości co do własnej wiedzy i akcentu, znajomości terminologii... Ale Pani ta, oprócz jednak dużych wiadomości, miała coś, czego życzyłabym wszystkim nauczycielom - entuzjazm i autentyczną miłość do języka i kultury francuskiej. Tą pasją zdołała nas zarazić.
Z Panią wybieraliśmy się wirtualnie na Champs Elysées, recytowaliśmy bajki de La Fontaine, jeżdziliśmy do Krakowa na francuskie filmy, uczyliśmy się śpiewać wraz z Edith Piaf i Jacquesem Brelem...Czy jest coś piękniejszego niż francuska piosenka?





Po latach przeczytałam książkę Antoniego Libery pod tytułem MADAME.
Oczywiście kontekst nie do końca identyczny i relacja między osobami inna, ale jest ten subtelny rys, który każe mi natychmiast przywołać w pamięci moją "Panią od francuskiego". Świetna książka, tym, którzy jeszcze nie znają gorąco ją polecam.



Po liceum i maturze pisemnej z języka francuskiego, ropoczął się mój okres wrocławski, a wraz z nim zajęcia w Alliance Française. Oprócz klasycznych lekcji, wspominam z sentymentem bibliotekę ośrodka, krótkie stypendium w Normandii wygrane w jakimś konkursie, spektakle i oczywiście videotekę.
Spędzałam wiele czasu w tym ciemnym, zasłonionym grubymi storami  pomieszczeniu, gdzie na ekranie można było  zaprzyjaźnić się z Catherine Deneuve, Audiardem, czy z Jean-Louis Trintignant.
Oprócz filmów francuskich twórców, były też filmy z francuskiego okresu Kieślowskiego. Wspaniałe filmy, dwujęzyczne. Podwójne życie Weroniki i oczywiście Trzy kolory. Jakby to określili sami Francuzi sublime. Były takie chwile, kiedy co kilka sekund robiłam stop klatkę i zapisywałam dialogi bohaterów. Te z Podwójnego życia Weroniki posłuzyły nawet kiedyś na zupełnie szalonym egazminie z psychiatrii na trzecim roku...



Później było jeszcze wiele podróży do Francji, bardziej lub mniej zaplanowanych czy spontanicznych, studia w Poitiers, praca w Arce, wiele lektur, filmów, rozmów, spotkań...
Wakacje przerodziły się w rzeczywistość i dzisiaj mija już ósmy rok, jak osiadłam we Francji na stałe.
Nasza rodzina jest dwujęzyczna, dzieciom staram się przekazać miłość do polskiej kultury i języka, o naszych językowych sposobach, radościach i perypetiach, o tym jak przekazanie polskości potomstwu jest ważne, możecie poczytać regularnie na blogu.

Czy uważam siebie samą za osobę dwujęzyczną?
Według definicji Leonarda Bloomfielda raczej nie, gdyż nie władam polskim i francuskim jak dwie osoby jednojęzyczne. Zaczai się jeszcze jakiś błąd, obcy akcent, niezrozumienie jakiegoś rzadkiego wyrażenia...
Ale czuję się zdecydowanie dwujęzyczna, opierając sie na tym, co o tym fenomenie mówi François Grosjean. Używam bowiem na codzień obu języków, i są nawet dziedziny, w których to po francusku mam większy zasób słownictwa, na przykład w zakresie pewnych aspektów specjalistycznych związanych z moim zawodem, teorii, które w języku polskim nie zostały jeszcze rozwinięte. Sa też francuskie słowa, które moim zdaniem lepiej oddają rzeczywistość - np. vulnérable (fr.) tłumaczony na polski jako poddatny na zranienie...
Czym jest dla mnie polski? Wszystkim, moimi korzeniami, moją historią, moimi przeżyciami, moim głebokim Ja, moimi przyjaźniami, pisaniem, do którego z ogormną radością niedawno wróciłam. 
Czym jest dla mnie francuski? Przygodą, pasją, miłością, latarnią, z której mogę spojrzeć na wiele rzeczy z dystansem, inaczej, wyjściem w kierunku Innego, moim dopełnieniem.


Źródło Internet

Jeżeli chcecie poczytać o tym, jak inny język może stać się trampoliną, oknem na świat, otwarciem oczu, otwarciem ust i serca, zapraszam TUTAJ.
A tego właśnie Wam wszystkim życzę, aby inny język i inna kultura wzbogaciły Waszą polską tożsamość, sposób przeżywania świata, samego siebie, relacji z innymi, aby uzdrawiały, uwalniały, czyniły z Was szczęśliwych Polaków na obczyźnie!




Projekt Językowy

Kochani i znów kilka wspaniałych wpisów w ramach naszego międzynarodowego, międzyblogowego projektu językowego.
Zapraszam serdecznie do lektury!

Allochtonka z Holandii , a tu drugi wpis

Makowa Pani z Veneto

Polka ze Szwecji o szwedzkim!

Jagodzianka z Francji


środa, 12 marca 2014

Projekt Językowy - ciąg dalszy podróży językowych po świecie

Od początku marca w ramach działalności Klubu Polki na Obczyźnie mamy możliwość odbycia językowych podróży po całym świecie.
Dzisiaj zapraszam serdecznie do odwiedzenia blogów, na których dowiecie się od autorek wielu interesujących rzeczy na temat języków w różnych krajach, dwujęzyczności, wielojęzyczności i przeżyć z nimi związanymi:

Ani z Wiednia

Ewy z Hiszpanii 

Agnieszki z RPA

oraz Doroty z Yorku, która ciekawie opisuje dwujęzyczność swoich dzieci!

Miłej lektury!




piątek, 7 marca 2014

Projekt Językowy - Dolina Aosty i Wyspy Zielonego Przylądka!

Kochani,
zapraszam na dalsza część naszego wspólnego projektu językowego realizowanego w ramach działalności Klubu Polki na Obczyźnie!

Dzięki wspaniałym i kreatywnym naszym rodaczkom zapoznamy się z językowymi tajnikami:


oraz 


Wpisy są bardzo interesujące, zobaczcie sami!

Ponadto rodzi się jeszcze jedna równoległa inicjatywa. Jest coraz więcej osób, które chciałyby się przyłączyć do projektu i napisać o swoim przeżyciach lub też przeżyciach swoich dzieci w związku z dwujęzycznością lub wielojęzycznością!
Mamo w Paryżu, Agnieszko, czekamy z niecierpliwością :)
Dla innych potencjalnych zainteresowanych więcje informacji o projekcie TUTAJ.



poniedziałek, 3 marca 2014

Projekt JĘZYKOWY w Klubie Polki na Obczyźnie

Rozpoczął się nowy miesiąc, a wraz z nim nowy projekt, którego wraz z Elą Ławczys jesteśmy pomysłodawczyniami,a  który spotkał się z ogromnym zainteresowaniem!
W Klubie Polki na Obczyźnie pojawi się w tym miesiącu  cykl postów z całego swiata na temat JĘZYKA NA EMIGRACJI.



Jeżeli temat Was intesuje tutaj opis inicjatywy i też tematów, jakie mogą się w postach pojawić.
Ja osobiście bede je czytać z ogromnym zainteresowaniem i za zgodą autorów linkować regularnie u mnie.
Myślę, że wkraczamy wspólnie w piękną przygodę!

OPIS PROJEKTU

Żyjemy w różnych krajach, różnych kulturach. A kultura to także język! Co o nim myślimy? Jak się z nim czujemy? Jakie są jego ciekawostki? Czy jest on mi bliski czy daleki?
Zapraszamy Was w tym miesiącu we wspólną podróż lingwistyczną, podróż, gdzie każda będzie się mogła podzielić swoim drugim, a może trzecim, czwartym językiem z innymi. I gdzie inne będą mogły odkryć tajniki językowe innych krajów. Wspaniałej podróży!
W krótkich opowiadaniach, zamieszczonych na Waszych blogach podzielimy się przemyśleniami. O zdjęcia do tego tematu trudno, ale możecie dodać np. zdjęcia pisma, charakterystycznych liter albo obrazu, który kojarzy się Wam z językiem danego kraju.
Aby łatwiej było pisać podajemy kilka tematów, wokół których można pisać post:
1. Łatwiej czytelnikom będzie zrozumieć Twoją sytuację kulturową, jeśli przedstawisz się krótko pod względem językowym (Jakimi językami mówisz, rozmawiasz w rodzinie, ze znajomymi? Jakimi językami mówi się w kraju, w którym mieszkasz?)
2. Co sądzisz o języku, którym się posługujesz, lub w którym CI przyszło żyć? Czy go lubisz? Jak się z nim czujesz?
3. O jakich tematach wolisz rozmawiać w jakim języku? (opowiadać, MYŚLEĆ?, śnić)
4. W jakim języku mówisz KOCHAM! Albo RATUNKU! UWAGA!
5. Czy uważasz się za osobę dwujęzyczną/wielojęzyczną?
6. Co Ci pomaga w podtrzymywaniu obu języków? – sposoby , jak dbać?
7.  Jak wygląda spotkanie  z Innym człowiekiem w kraju, w którym mieszkasz? Czy ludzie się pozdrawiają, uśmiechają do siebie mijając się, zagadują?
8. Ulubiona anegdota językowa? Śmiesznostka, która przydarzyła Ci się  w przygodzie z językiem obcym?
9. Tęsknota?
10. A co z językiem polskim…?

Wiele z nas jest już mamami. Oto kilka podpowiedzi, o czym interesującym mogą nam napisać mamy:
1. Napisz, krótko! kilka zdań! o swojej sytuacji w wychowywaniu dziecka:  W jakim języku mówi partner? W jakim Ty mówisz do dziecka? Jak dwujęzyczność istnieje w waszym domu i co o niej myślisz?
2. W jakim języku śpiewasz dziecku?
3. Czy macie dostęp do polskich książek, czy czytacie po polsku?
4. Co Ci pomaga? Jakie masz sposoby na dobrą dwujęzyczność w Waszym domu?

A dzisiaj już pierwszy post. Zapraszam bardzo serdecznie na opis językowej przygody prosto z RPA - Afrykańska Wieża Babel

poniedziałek, 24 lutego 2014

LOGICZNIE z Dzieckiem na Warsztat - WYKŁADAMY KARTY NA STÓŁ

Witam serdecznie na kolejnym spotkaniu projektu Dziecka na Warsztat. Mało nas ostatnio w sieci, ale na warsztaty zjawiliśmy się z przyjemnością, gdyż mamy ostatnio naturalną frajdę wynikającą z odkrycia prawdziwych kart do gry.

Zaczęło się chyba od naszych podróży. Sporo podróżujemy, ostatnio szczególnie samolotem. Uwielbiamy też różne gry rodzinne. Początkowo zabieraliśmy w podróż wiele pudełek przeróżnych rozrywek hazardowch, szybko jednak się przekonaliśmy, że walizki mają swoją ograniczoną pojemność i w ostatnią podóż wzięliśmy tylko jedną jedyną TALIĘ KART.



I tutaj się zaczęło, bo któż pomyślał, że ze zwykłymi kartami można zrrobić tyle rzeczy! i to z taką radością! A w dodatku wszystkie cudownie przygotowują dziecko do NAUKI CZYTANIA.




Zabawę zaczynaliśmy od zwykłej wojny, to świetny sposób na zapoznanie się z kartami i odkrywnanie RELACJI większy-mniejszy.


Ale potem szybko okazało się, że bawiąc się kartami można wymyślać nieskończenie wiele logicznych łamigłówek, takich jak SZEREGOWANIE


Szukanie BRAKUJĄCEGO ELEMENTU W SZEREGU


KATEGORYZACJA (figury)


KATEGORYZACJA (kolory)


Odtwarzanie SEKWENCJI


A tutaj ćwiczenie pamięci i układanie w pary dzięki KARCIANEMU MEMO

 
Kwintesencją natomiast logicznego myślenia są wszelakie PASJANSE. My traktujemy je wyłacznie logicznie, i otwarcie zrywamy z ich wróżbiarskim przesłaniem. Tutaj jedne z Gabrysiowych ulubionych:



 A tutaj logiczne zabawy dla najmłodszych (Leopold, 2 lata i pięć miesięcy) KATEGORIE


SZEREGOWANIE od największego do najmniejszego...


A tutaj dla sprawniejszych rączek ODWZOROWYWANIE konstrukcji przestrzennych


A na koniec tak aktywnego popołudnia nie ma nic lepszego jak zanurzenie się w MIASTECZKO MAMOKO, Dawno temu w Mamoko ect. z bratem na kanapie. Te historie Mizielińskich to wspaniałą łamigłówka logiczna dla najmłodszych, ale też i starszych! 


 Wszystko to oczywiście w ramach miedzynarodowego projektu mam blogerek



A u innych mam dzisiaj takie logiczne poczynania:



piątek, 7 lutego 2014

List otwarty do Pani Doktor Zofii Wodnieckiej...a jednak...

Trudno mi ostatnio pisać regularnie, sami wiecie, nie oznacza to jednak że w mojej głowie nie ma myśli, a w moim sercu uczuć.
Takie bowiem zostały wzbudzone przez ostatnie wydarzenia wydawnicze związane z dwujęzycznością na polskim rynku. Pod koniec zeszłego roku pojawił sie polski przekład książki świetnej specjalistki od dwujęzyczności Barbary Zurer Perason. Książka Raising a Bilingual Child ujrzała w Polsce światło dzienne pod tytułem Jak wychować dziecko dwujęzyczne i została przetłumaczona przez Zofię Wodniecką i Karola Chlipalskiego.
Nabyłam ją od razu, jak tylko dowiedziłam się o istnieniu tej pozycji. Rzecz oczywista.

Pewien szczegół na końcu książki sprawił, że odczułam potrzebę dyskusji z Panią Doktor Zofią Wodniecką. W części końcowej tłumacze dzielą się bowiem swoją własną opinią, po skonsultowaniu wersji anglojęzycznej - nie do końca zgodną z tym, co w tym miejscu pisze sama autorka książki. Opinia ta (przestroga) dotyczy blogów pisanych przez rodziców dzieci dwujęzycznych, a które to blogi, zdaniem polskich tłumaczy, należy traktować z daleko idącą ostrożnością "gdyż wiele z tych informacji nie jest opartych na wiedzy naukowej, lecz na intuicji i doświadczeniu indywidualnym osób piszących".

Zapraszam Was serdecznie do przeczytania postu Sylaby. Znajdziecie tam wiele ważnych szczegółów odnośnie niezgodności tłumaczenia, których nie chcę powtarzać .
Ten właśnie post zmotywował mnie w końcu, po kilkutygodniowych wahaniach, do wystosowania czegoś w rodzaju listu otwartego do Pani Doktor Zofii Wodnieckiej.Nie jest chyba dobrze milczeć w takich momentach. Nie powinno się, mimo iż łatwiej byłoby przemilczeć. Przyzwoitość człowieka, ale też i naukowca tego wymaga.

Sylabo,
Dziękuję za to, że dokonałaś tak wnikliwej analizy dwóch wersji tej pozycji, gdyż jest to bardzo cenne.
Dla nas wszystkich - dla rodziców dzieci dwujęzycznych i dla profesjonalistów, dla naukowców wreszcie...
Dlaczego?


Ponieważ analiza ta pokazuje, że w oczach wielkich postaci dwujęzyczności, takich jak Barbara Zurer-Pearson, Francois Grosjean, Barbara Abdelilah Bauer, czy innych badaczy znanych mi tutaj we Francji, nie można oddzielić nauki od rzeczywistego życia. Dlatego naukowcy ci czynnie szukają kontaktu z rodzinami dwujęzycznymi, obserwują ich życie, u nich szukają weryfikacji swoich postulatów naukowych. Nie zamykają się na aspekt kliniczny, cały czas pracując nad teorią. Co więcej, sami łączą często praktykę z teorią w życiu profesjonalnym czy nawet osobistym! Co więcej! Sami piszą blogi, aby popularyzować w sposób jak najbardziej przystepny wiedzę na temat dwujęzyczności!

Wiele już napisano na temat związków teorii z praktyką, nie będę się tutaj powtarzać. Wiadomo, że jedno nie może istnieć bez drugiego. Wspomnę tylko, że prosty przegląd historii psychologii, szczególnie nurtu introspekcji, ale też i Gestaltu, wskaże nam, że wiedza naukowa powstawała w oparciu właśnie o intuicję i doświadczenia indywidualne, które były uogólniane. A o to właśnie tłumacze stawiają zarzuty blogom rodziców dzieci dwujęzycznych...
Praktyka bez teorii może stać się szaleństwem. Teoria bez praktyki z sposób łatwy kłamstwem.


Szanowna Pani Doktor, 
skąd więc to pragnienie odcięcia sie od blogujących rodziców dzieci dwujęzycznych? Stanowisko tak skrajne w odróżnieniu do pozycji Pani mistrzów...
Z moich obserwacji rodzice ci nie pragną mieć monopolu na wiedzę, szczególnie tę naukową, rodzice ci szanują specjalistów, powołują sie na nich, a piszą o tym, co przeżywają, co im pomaga, jak sobie poradzić z dwujęzycznością od podszewki, jak się nią cieszyć. Nie chcą sobie uzurpować prawa do badań, schematów, artykułów w prasie specjalistycznej, rodzice Ci potrzebują dzielić sie tym, co jest ich codziennością, ich trudnościami i sukcesami, odnaleźć innych rodziców dzielących ich dolę i niedolę, nie być samymi w tym doświadczeniu...Czasami z łezką, czasami z humorem, jasne nienaukowym, ale za to głęboko ludzkim...
Dlaczego by się z tymi rodzicami nie zaprzyjaźnić? Dlaczego nie docenić ich trudów? Szukać u nich inspiracji, weryfikacji teorii, nowych pomysłów i dróg? Myślę, że oni, eksperci codzienności, specjaliści bez tytułów, z chęcią, ba, nawet ze wzruszeniem by na taką przyjaźń przystali...

BARDZO UBOLEWAM nad faktem, że polska nauka zajmująca się dwujęzycznością jest traktowana jako oderwana od życia. W takim kontekście nie może to być nauka przynosząca prawdziwe rozwiązania dla zwykłych śmiertelników. A taki jest chyba nadrzędny cel nauki. Bo jakiż inny?

BARDZO UBOLEWAM nad faktem, że Pani Doktor, skądinąd ceniony i wartościowy naukowiec  w dziedzinie badań we wspomnianej dziedzinie unika (obawia się?) kontaktu z tymi, którzy na codzień budzą się, jedzą śniadanie, martwią, cieszą, kładą spać z dwujęzycznością.
BARDZO UBOLEWAM nad faktem, że słowa wypowiedziane w posłowiu na temat blogów mogą pogłębić jeszcze bardziej samotność wielu polskich rodziców rozrzuconych po całym świecie, rodziców, którzy szukając wsparcia, informacji, że nie są sami, właśnie na tych blogach otrzymują, może nie wiedzę naukową faktycznie, ale motywację, wsparcie, wiadomość, że nie są sami, że warto, że trzeba, że można, że jest sens...
BARDZO UBOLEWAM nad faktem, że słowa te poddające w wątpliwość coś ważnego, niczego nie proponują w zamian, nie budują czegoś innego...poza stwierdzeniem, że dla rodziców takich nie ma żadnej propozycji...
BARDZO UBOLEWAM nad faktem, że zamiast wzajemnej współpracy i wsparcia pomiędzy światem naukowym a światem rodziców i dzieci dwujęzycznych została wykopana przepaść, pojawiła się insynuacja wrogości, przedsmak konkurencji ????
BARDZO UBOLEWAM nad tym, że zamiast RAZEM pojawia się ODDZIELNIE, a nawet PRZECIWKO. W dziedzinie, gdzie tyle mówi się o współistnieniu dwóch kultur, współdziałaniu dwóch języków, gdzie pokreśla sie wartość otwartości na Inne, na Innego...

Mam nadzieję, że słowa te, będące wyrazem moich odczuć, i z tego co wiem odczuć wielu rodziców dzieci dwujęzycznych, wydadzą dobry owoc. Nie są one osądem, nie są zarzutem, są smutną refleksją. Ale wierzę, że refleksja ta może być początkiem zmian! Powinna! 
Pani Doktor, blogujący rodzice dzieci dwujęzycznych szanują Pani pracę, cenią bardzo Pani dorobek, proszę uszanować ich wkład w dziedzinie wychowywania dwujęzycznych pokoleń. 
Jeżeli już istnieją w ludzkim świecie barykady, to może stanąć po jednej ich stronie? Przeciwko niesprawiedliwym stereotypom kulturowym, samotności na emigracji, zniechęceniu w wychowaniu dwujęzycznym...Razem naprawdę możemy wiele. Razem.



poniedziałek, 27 stycznia 2014

DZIECKO NA WARSZTAT - Sylabowe muzykowanie

Dzisiaj kolejna odsłona Dziecka na Warsztat. Tym razem muzycznie!
U nas ze wzgledu na różne cuda dzisiaj skromniutko, ale szybko Wam to i owo muzycznie przedstawimy.




Muzycznie jest u nas regularnie, czasem jeszcze w piżamie tata bierze gitarę i coś tam sobie przygrywa, dzieci zaraz pedzą po różne instrumenty i zaczyna sie granie, śpiewanie, tańcowanie, czasem cała impreza przeradza się prawie w biesiadowanie.
Oczywiścię repertuar jest francuski i polski. Dla mnie polskie piosenki czy zabawy ruchowe są świetnym sposobem przekazania języka i kultury. Dzieci to uwielbiają. Przez długi czas dla Gabrysia synonimem polskiego klubu było "Stary niedźwiedź mocno śpi" :)

Każda środa jest też dla nas muzyczna. We Francji to dzień wolny od szkoły, jest więc czas na zajęcia dodatkowe i już drugi rok Gabryś chętnie maszeruje na spotkania dla najmłodszych w konserwatorium muzyczny;. W programie wstęp do muzyki i zajęcia ruchowo-taneczne. Oto kilka migawek z ostatniego przedstawienia.



Jeszcze dziś jestem pod wrażeniem wspaniałej pracy, jaką instruktorka wykonuje już z cztero i pięciolatkami. Głownym celem zajęć tanecznych nie jest nabycie techniki, ale poczucie swojego ciała w przestrzeni, odczucie rytmu, nabycie swobody ruchów, zaufania do siebie. Rewelacja, tyle rzeczy można przecież wyrazić ciałem, a u dziecko szczególnie. Tutaj taniec z różnymi materiami, na zdjęciach papier.



A  my z ramach warsztatu ponownie przeczytaliśmy z ogromną przyjemnością jeden z wierszy Tuwima
Pamiętacie?

O panu Tralalińskim


W Śpiewowicach, pięknym mieście,
Na ulicy Wesolińskiej
Mieszka sobie słynny śpiewak,
Pan Tralisław Tralaliński.
Jego żona - Tralalona,
Jego córka - Tralalurka,
Jego synek - Tralalinek,
Jego piesek - Tralalesek.
No, a kotek? Jest i kotek,
Kotek zwie się Tralalotek.
Oprócz tego jest papużka,
Bardzo śmieszna Tralalużka.
Co dzień rano, po śniadaniu,
Zbiera się to zacne grono,
By powtórzyć na cześć mistrza
Jego piosnkę ulubioną.

Gdy podniesie pan Tralisław
Swą pałeczkę - tralaleczkę,
Wszyscy milkną, a po chwili
Śpiewa cały chór piosneczkę:
...
No właśnie, a co my śpiewaliśmy?
Ci, którzy zaglądajądo nas regularnie wiedzą, że uczymy się czytać metodą sylabową. Uczymy się czytać w sposób twórczy. Dla zainteresowanych więcej informacji w zakładce Wtorkowe Czytaneczki.
A więc tym razem mistrz też ujął batutę i razem śpiewaliśmy, co nam tą batutą pokazywał, na różne znane melodie (samogłoski dla Leosia, sylaby i onomatopeje dla Gabrysia). Śmiechu było co niemiara! A i nauka czytania i muzyka była :)





A tak muzycznie dzisiaj u innych mam z projektu Dziecko na Warsztat:

piątek, 24 stycznia 2014

Cuda (nie) codzienne

Cuda...zdarzają się!
Bywają oczywiście cuda codzienne, czerwona zorza przy gramolącym się z pieleszy słońcu, uśmiech nieznajomego w metrze czy tramwaju. oddech śpiącego dziecka, radosne zaskoczenie "skąd wiedziałeś?"
Są też i cuda niecodzienne, nadzywczajne, jedyne, pierwszy krok, pierwsze słowo, pocałunek pierwszy...
Są cuda całkowicie darmowe i są też te ciężko wypracowane, są te nieoczekiwane i te wymodlone przez lata.
Są takie, które mogą zdarzyć się każdemu, są takie, które przypadają raz na miliard.
Zdarzają się często, zdarzają się rzadko, widzimy je lub też nie.

Zdarzył się nam cud niezwyczajny, statystycznie wstrzeliliśmy się gdzieś pomiędzy wszystkich, a prawie nikogo, z dwoma identycznymi sercami bijącymi tam na ekranie monitora. Moment kiedy zachłystuje się cudem, dusi nim, zachwyca, oswaja, zanim opadnie na ziemię i skosztuje codziennego z nim bycia, przygarnie na całe życie.

Witam wszystkich po długiej przerwie.
Trudno czasem pisać regularnie, kiedy życie wypełnia się cudami :)



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Dziecko na warsztat świąteczny - DRAMOWE JASEŁKA DOMOWE

Święta tuż tuż, więc zajęcia w ramach projektu Dziecka na Warsztat też w tematyce świątecznej!



Święta - z czym mi się kojarzą?
Z ciepłem świec, z ciepłem serc, ciepłem dłoni ściskanych przy opłatku.
Z dzieleniem się, barszczem i ziemnakami ze wspólnej misy, życzeniami z róznych stron świata w jednej skrzynce na listy, pierniczkami, gwiazdą chwiejącą na czubku choinki
Z Pasterką, z Gloria In Excelsis, z pasterzami, co to trzód swych strzegli, z Maryją, z Józefem...
Z Jezusem.



Co z tego chciałabym przekazać moim dzieciom? Tradycje wszystkie! Potrawy, symbole, znaczenia
Ale myślę tak, zastanawiam się i dochodzę do wniosku. że najbardziej pragnę im zostawić w spadku wartości.
Rzadko o wartościach piszę, choć często o nich myślę...
Lista wartości jest ogromna i przeróżna, od uczciwości po atrakcyjność i dobra materialne, każdy z nas ma jakiś własny zbiór i własną hierarchie.
Wiara też jest wartością. Dla mnie jedną z najważniejszych. Pewność, że jest jakieś PONAD, że istnieje jakieś POZA, że można sie odwołać do jakiejś przestrzeni pozaludzkiej, duchowej, transcendentnej, w niej znaleźć sens, nadzieję, pocieszenie, wsparcie.
Taką pewność chciałabym przekazać moim dzieciom.
Dla mnie wiara zaczyna się od Jezusa, zaczyna się od Bożego Narodzenia.
Święta to więc świetny moment na spotkanie z Jezusem. Osobiste.
Jak takie spotkanie umożliwić swojemu dziecku?
Jest pewnie wiele różnych sposobów, my wykorzystaliśmy jeden, który lubimy.

Teraz dla zainteresowanych uchylam rąbka tajemnicy.

Od wielu lat praktykuję w pracy z dziećmi dramę i zabawę symboliczną. U dziecka nie wszystko da się wyrazić słowem, przy stoliku, potrzebny jest ruch, rekwizyty, choćby symboliczne, ale rzeczywiste, przedmioty, odgrywanie ról, postaw.
Działanie na poziomie konkretnym przenoszone jest na poziom symboliczny, wewnętrzny, przeżyciowy, emocjonalny.  Odegranie rzeczy na sobie, pozwala włączyć je w repertuar własnych doświadczeń, umożliwia wyrażenie pewnych aspektów, ich akceptację, zintegrowanie, przyswojenie czegoś w sposób ważny, trwały, prawdziwy.
Pominąwszy wszystkie aspekty emocjonalne, drama jest też świetnym sposobem oswajania dziecka z językiem, dla dzieci dwujęzycznych - metoda wspierania języka polskiego par excellence.

Jak maluchom przekazać abstrakcyjną wiarę? Drama wydaje mi się być dobrym sposobem. To co pochodzi z zewnątrz, zapraszane jest do wewnątrz i jeśli dziecku będzie z tym dobrze, pozostanie.

Często bawię się tak z moimi dziećmi - wykorzystując dramę, czy zabawę symboliczną. Wymyślamy wspólnie scenariusze historii, które później odgrywamy. Tzn dzieci wymyślają, a ja im tylko pomagam nadać jakieś ramy.

Nie powinnam była więc być zdziwiona, że w okresie oczekiwania na Boże Narodzenie, dzieci zaproponują zabawę w Jezusa, oborę i pasterzy :)
A jednak trochę mnie zaskoczyło, że to oni wybrali sposób realizacji dzisiejszych warsztatów! Pomiedzy rolą koordynatora, w doskoku Maryji, Józefa czy barana, udało mi się zrobić jedną reką kilka fotek, zobaczycie sami

Sposób wykonania (sceny, scenografia) jest arcyprosty - taki dla dwulatka i pięciolatka. Ale uważam, ze pomysł jest dobry do wykonania dla dzieci w różnym wieku, przystosowując poziom do możliwości wiekowych. Stworzyć razem z nimi scenariusz, niekoniecznie teksty (każde dziecko improwizuje tak jak chce) wybrać role, i póżniej je odegrać.
Moga to także być jasełka w formie przedstawienia, z widzami, bez improwizacji, taka forma też jest świetna, choć ma już nieco inną funkcję psychologiczną.



Przedstawiamy Wam Nasze Dramowe Jasełka Domowe


Maryja przy pracy


Gabriel w roli imiennika



Zwiastowanie (Maryja radykalnie rezygnuje ze stroju tradycyjnego :)


Szukanie oberży, czy obory zdaniem Gabrysia, na osiołku oczywiście


Po Bożych narodzinach...Maryja piastuje...


Anioł pasterzom mówił...


Niedobry król Herod


Ucieczka do Egiptu


Chłopcy byli niesamowicie przejęci, szczególnie Gabryś, ogromne to było dla nich przeżycie.
Tworzyć takie sceny to coś więcej niż uczestniczyć w spektaklu, to jakby rodziło się coś nowego, ważnego i w tych narodzinach mamy udział.


Życzę Wszystkim wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia.
Od 14 grudnia jesteśmy w Polsce, przepraszam więc jeśli nie będę bardzo regularna w odwiedzaniu Waszych blogów i odpowiadaniu na komentarze, na pewno to nadrobię :) Z radością!

W styczniu zapraszam na kolejne warsztaty!

A tak świątecznie nas zapraszają inne mamy z projektu Dziecko na Warszat.
DZIECKO NA WARSZTAT