piątek, 19 kwietnia 2013

La la la! Ha, ha, ha! czyli nasze piątkowe gadułeczki

Jak tu jeszcze zmotywować dziecko do mówienia i twórczości językowej?
Najlepiej, żeby było to przyjemne, ciekawe i nietypowe...
Najlepiej się wspólnie zdrowo pośmiać!

U nas zaczęło się od piosenek. Uwielbiamy razem śpiewać, w zasadzie to śpiewamy zawsze, kiedy się tylko da, a nawet i nie da. Ostatnio do śpiewania doszedł i taniec, więc np. msze świete, w których uczestniczymy okraszone są także spontanicznym śpiewem i tańcem naszych dzieci...no coż, ale ja nie o tym...

Rechotanie przy śpiewaniu zaczęliśmy od "Ogórka", który, jak zapewne pamiętacie z dzieciństwa, wykonywany był przez również warzywne Fasolki. Nie wiem dokładnie jak się to stało, ale zapewne  Gabryś stwierdził, że zielony garniturek staje się banalny i zaczał ubierać ogórka w różne inne kolory. Odtąd w naszych piosenkach zamiast zielonego mudurka, rzeczony ogórek zaczął nosić: czerowny, niebieski, żółty, a nawet tęczowy, purpurowy, czy śnieżny garniturek.
Wszyscy bylismy zgodni, że jak garniturek był fioletowy, czy brązowy, to znaczyło, że ogórek jest już nieźle nadpsuty i sytuacja ta wywoływała salwy śmiechu. Zabawa była przednia, z całą szczerością zauważę tylko, że było to posunięcie wysoko nieempatyczne...

Po ogórku, na śmieszniku znalazła się "Babuleńka".


Nie wiem, czy pamiętacie to dzieło tradycyjne opowiadające o staruszce, która posiadała koziołka, pustego i niesfornego. Ów koziołek, jak na każdego przyzwoitego koziołka przystało, wyjadł babuleńce pole kapusty. Babuleńka w gniewie wygnała koziołka na rozstajne drogi i jak łatwo sie domyslić banitę zjadły w kolei wilki. Taki jest końcowy morał, chyba trudny do przełknięcia dla dzieci, nie ma bowiem prawdziwego elementu naprawczego, choćby takiego, by babuleńka najadła sie później do syta tą kapustą.
Faktycznie często mówiłam sobie, że czegoś mi z tej wersji piosenki brakuje. Do dnia, gdy Gabriel w przypyłwie inwencji tówrczej zaczął wymyslać ciąg dalszy historii. Powstały więc następne zwrotki o tym, jak to:

I wygnała kozła na rozstajne drogi
Koziołek był sprytny i nadstawił rogi
Fik Mik Fik Mik i nadstawił rogi (bis)

Wilki zobaczyły i się przestraszyły
Kozioł ucieszony: Bedę szukać żony
Fik Mik Fik Mik Bedę szukać żony (bis)"

oszczędzę Wam reszty zwrotek, tym bardziej, że zmienają się praktycznie co wieczora. Sens był taki: Kozioł usłyszał przepiekny śpiew ME ME dobiegający z wieży, uwolnił mieczem uwięzioną kozę, babuleńka musiała zaakceptować narzeczoną,, a po weselu kozia para miała wiele (liczba waha się w zależności od rachunkwych upodobań Gabrysia od  45 do 1000) dzieci. Przy takiej obstawie wilki nie miały szans i uciekały gdzie pieprz rośnie.
Pominę psychologiczny wydźwięk tej wersji historii o babuleńce. Efekt jest po prostu śmieszny. Szczególnie śpiewany przez mnie jako kołysanka (wymysł Syna) w wersji baladowej, tej skocznej z natury piosenki.
Ale Gabrielowi to odpowiada, koi i bawi. I chyba o to właśnie ma chodzić!


6 komentarzy:

  1. "Kozie" motywy zawsze są u mnie mile widziane ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie u nas też...ciekawe dlaczego :-)?

      Usuń
  2. I babuleńkę pamiętam, moja babcia śpiewała mi tę piosenkę. A o ogórku też śpiewaliśmy i o myciu zębów. Do tej pory Chris czasem wchodzi do pokoju dzieci rano o 6.30 i śpiewa: "dzień dobry tato i mamo kochana". Salw śmiechu jednak brak! U mnie też trochę o śpiewaniu dzisiaj ale aż nieprzyzwoicie o tym tutaj pisać :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super pomysł z myciem zębów, dzięki za przypomnienie! może salwy śmiechu zanikają przy tych utworach wraz z wiekiem? na pewno zmieniają sie priorytety jeżeli chodzi o sen, liczę na to gorąco :-)
      Już pędzę do Ciebie patrzeć na Twoje śpiewanie!

      Usuń
  3. Zazdroszczę ci faktu, iż dotarłaś z dziećmi do takiego momentu kiedy chętnie cię słuchają i uczestniczą w wymyślanych przez ciebie zabawach.Moja Elena jest jeszcze za mała, moje próby wciągnięcia jej w moje zabawy spełzają na niczym,bowiem jest taką indywidualistką już w wieku niecałych 2 lat ,że zaczynam się bać co będzie dalej. To ona dyktuje warunki zaś zabawy bardzo szybko się jej nudzą.Z niecierpliwością czekam na moment kiedy w końcu nauczy się mnie słuchać-może będę miała okazję jej czegos nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, ech, jakby Ci to powiedzieć, nie wiedziałam, ze to tak idealnie z zewnatrz wygląda...:-) Gabryś wprawdzie dość chętnie uczestniczy w niektórych moich językowych propozycjach, a czasem nawet sam co nieco wymysla jak widać. Ale zwykle muszę się nieźle nagłówkować. Leo natomiast, no coż, czytamy strone książeczki, a później TAK! NIE! TAK! NIE! etc. też jest w okresie buntów i naporów, jak Twoja Elenka :-)

      Usuń